Przyjaźń, miłość, pilnie strzeżone tajemnice i krzywdy, za które trzeba zapłacić

W pozornie spokojnym uzdrowisku krzyżują się losy kuracjuszy, przyjezdnych i mieszkańców. Jest rok 1894.

Aurelia mieszka wraz z teściami w zamożnej posiadłości w Krynicy. Po tragicznej śmierci męża obawia się o swoją przyszłość. Jest przecież tylko zwykłą chłopką z łemkowskiej chaty, którą mąż wprowadził na salony. Nie wszystkim w rodzinie się to podoba.

Wkrótce Aurelia zaprzyjaźnia się z Matyldą, dobrze urodzoną i wpływową osobą, która przyjechała latem do uzdrowiska. Kobiety dzielą się ze sobą wszystkimi troskami i radościami. Przenikliwa natura Matyldy prowadzi do odkrycia niezwykłego sekretu, który na zawsze zmieni życie kilku osób.

Edyta Świętek przenosi nas do świata, w którym pochodzenie stawiano na pierwszym miejscu, a za rodzinne tajemnice oddawano życie. W tej opowieści odnajdziecie swoje historie, walkę o szczęście, spełnienie i poszukiwanie własnej tożsamości.

Pierwsza część „Sagi krynickiej”
 
Pięknie napisana książka. Autorka od pierwszych stron pokazuje, że umie operować słowem. Niezbyt często sięgam po książki osadzone pod koniec dziewiętnastego wieku, a tym bardziej w Polsce. Jednak autorka w bardzo zgrabny sposób przedstawia te czasy, bez nadmiernego skupiania się na szczegółowych opisach. Choć muszę przyznać, że dbałość o detale i wplatanie autentycznych postaci, za czym musi stać porządne przygotowanie do napisania książki, robią wrażenie. Co prawda obawiałam się, że z czasem, biorąc pod uwagę ilość stron, stanie się to nużące. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Dwa światy niby połączone, a tak mocno rozdzielone i to tylko ze względu na pochodzenie. Od początku wiemy, że coś z tym dzieciństwem Aurelii nie gra, ale autorka bardzo długo nie chce wyjawić o co chodzi. Jest pięknie, wręcz bajkowo, kiedy to piękna panienka czeka na swego królewicza. Na szczęście, żyli długo i szczęśliwie, nie jest tym do czego autorka nas prowadzi. Bo chyba zanudziłabym się.

Wydarzenia nabierają tempa. Wprowadzeni bohaterowie wnoszą coś więcej, niż tylko zamieszanie. Ścieżki zaczynają się łączyć, ale jeszcze nie wiadomo do czego to dąży. I nagle okazuje się, że nie będzie tylko o salonowych intrygach. Ale będzie też chęć mordu. Nawet nie chęć, bo próby podejmowane będą.

Cudowne rodziny, które chyba tylko na kartach książki istnieć mogą. Zaskakująca czarna owca. Ostatnie 100 stron można by już zaliczyć do mroczniejszego gatunku. Jednak wrażliwe osoby drastycznych opisów bać się nie muszą. Tam gdzie mogłoby być za dużo, jest utrzymane w ryzach. Zostajesz o tym poinformowana, ale nikt nie karze ci na to patrzeć. No, ale co się dziwić, autorka pisać potrafi.

Ogromnie mnie ta książka zaskoczyła. Spodziewałam się łagodności i szczypty intryg, a dostałam dużo więcej. Co prawda czytałam ją dosyć długo, bo nie miałam jej w domu. Ale wykorzystywałam każdą okazję i wracałam do niej z ogromną przyjemnością. Zacna pozycja dla fanek gatunku, ale nie tylko. Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom. 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga